Czy administracji jest po drodze z wysiłkiem fizycznym?

Czy administracji jest po drodze z wysiłkiem fizycznym?

Pracownik administracji to pracownik umysłowy. Żadne to odkrycie, raczej stwierdzenie faktu. Jako pracownicy administracji bez wątpienia pracujemy umysłowo. W dni robocze zaprzęgamy nasze mózgi do ogromnego wysiłku w celu napisania kolejnego pisma, odwołania, rozwiązania trudnej sprawy studenta, któremu grozi skreślenie, korekty opisu projektu naukowego czy zorganizowania wydarzenia naukowego. Nasze umysły wspierają w tym stosy regulaminów, zasad (tych pisanych, ale nie tylko) oraz narzędzia w postaci komputerów, systemów, Internetu, biurek i krzeseł ergonomicznych, szaf i niezliczonych segregatorów…., i wielu, wielu innych.

Niemniej nasz umysł, pomimo tylu udogodnień oraz narzędzi mających mu to ułatwić, pracuje najciężej. Przez osiem godzin (standardowo) podejmuje miliardy decyzji. Podejmuje decyzje te większe – jakiego narzędzia użyć, z jakiej analizy dostępnych doświadczeń skorzystać w tej konkretnej sprawie, który paragraf tak pozwala zrobić, lecz i tej mniejszej – kiedy wstać, kiedy nacisnąć palec (i który) na klawiaturze, który segregator wyciągnąć. Często pracujemy tak intensywnie, że zapominamy o podstawowych potrzebach. Komu zdarzyło się nie zjeść śniadania w pracy? O innych potrzebach nie wspomnę. Często towarzyszy temu stres, presja czasu, a może i obawa przed popełnieniem błędu; w większości z nosem w ekranie i pozycji siedzącej, przy biurku.

Wszystko to brzmi dość przerażająco, ale z własnego przykładu mogę powiedzieć, że takie sytuacje nie należą do rzadkości. Poświęcam opisowi środowiska, w jakim pracujemy sporo linijek, bo przecież jest to środowisko, w którym pracuje nasz mózg. Łatwo ocenić, że to bardzo trudne środowisko, wymagające. Bo takie są i nasze zadania, o czym czasem zapominamy.

A co robimy, aby ułatwić funkcjonowanie naszemu umysłowi, głównemu narzędziu naszej pracy? Mam nadzieję, że Wasza odpowiedź nie brzmi – nic. Nie jest nią, albo nie powinna być, kolejna puszka napoju energetycznego, czy czwarta kawa. Na krótki dystans – może pomaga, ale w perspektywie lat – już niekoniecznie. Co więc robimy, a może powinniśmy robić? Wśród porad dostępnych w Internecie, ale także tych, o których uczą się nasze pociechy w szkołach, jest ruch na świeżym powietrzu. Wysiłek fizyczny. Aktywność fizyczna. Określeń jest wiele, we wszystkich chodzi o to, by poświęcić trochę czasu także naszemu ciału. Choć uczestniczy ono w niewielkim stopniu w pracy umysłowej, to odgrywa niezwykle ważną rolę w tym, by umysł był ostry jak przysłowiowa brzytwa. Inna dobrze nam znana sentencja „w zdrowym ciele zdrowy duch” (Mens sana in corpore sano – fraza pochodząca z satyry rzymskiego poety Juwenalisa) swoje korzenie ma w starożytnym Rzymie. Czyżby już ówcześni ludzie zauważyli, że istnieje zależność między stanem umysłu a ciałem (a może mieli trochę co innego na myśli, niż my obecnie J). Bez trudu znalazłam także w Internecie twierdzenia, że ruch zwiększa sprawność mózgu. Istnieją wyniki badań naukowych, które dowiodły, że dzięki ćwiczeniom w ośrodku pamięci tworzą się nowe komórki mózgowe, a trening fizyczny wpływa pozytywnie na szybkość, z jaką przetwarzamy informacje. Zaś Albert Einstein odkrył teorię względności jeżdżąc na rowerze.

Nawet spoglądając na tę sprawę z punktu widzenia przepisów – nasz ustawodawca poprzez przepisy BHP zaleca osobom pracującym przy komputerze (czyli nam, administracji) pięć minut przerwy po każdej godzinie. Znajoma fizjoterapeutka mówi, że nasz kręgosłup nie znosi bezruchu i zachęca do jakiegokolwiek ruchu po każdych 15 minutach siedzenia przy biurku. Ray Immelman pod koniec swojej książki „Dobry szef, martwy szef” o procesach międzyludzkich zachodzących w zespole stawia tezę, że przełamywanie własnych barier poprzez aktywność fizyczną jest warunkiem rozwoju menedżera oraz jego zespołu. Tę tezę można, przez analogię, odnieść do nas, administracji. Nie wprowadzimy kolejnych usprawnień, nie podejmiemy trafnych decyzji, nie ugasimy kolejnego pożaru, jeśli nie zadbamy o nasze ciało. Pamiętacie może z filmów scenę, w której dyrektor dyktując sekretarce treść pisma przechadza się po gabinecie? A może sami mając podjąć jakąś ważną decyzję, robicie to chodząc? A może, gdy poziom stresu grozi przekroczeniem czerwonej linii czujecie, że musicie się przejść, żeby nie wybuchnąć? Lub też gdy umysł jest przeciążony, idziecie pobiegać lub na siłownię, by odreagować? Czy to nie są sygnały od naszego ciała (a może mózgu?), że potrzebuje ruchu? I jeśli nadal macie wątpliwości, czy warto zadbać o kondycję fizyczną to może przekona Was fakt, że pomysł i większa część niniejszego tekstu powstała w mojej głowie właśnie podczas wysiłku fizycznego J.

Tylko sprawna (umysł + ciało) administracja może się z sukcesem zmierzyć ze sztuczną inteligencją, opracować założenia do cyfryzacji uczelni czy zanalizować zmiany w KPA w odniesieniu do prawa do odwołania od decyzji administracyjnej. A to przecież tylko wierzchołek naszej „góry lodowej”. Wieloletnie zaniedbania kondycji fizycznej zemszczą się na nas, naszych współpracownikach, domownikach i budżecie domowym – kiedyś, oby jak najpóźniej. Więc już dziś, w drodze do domu, wysiądźcie z autobusu przystanek wcześniej.