Jeszcze o wyborach (rektorskich)

Jeszcze o wyborach (rektorskich)

Emocje wyborcze mamy już za sobą na kolejne cztery lata. Wybraliśmy rektorów, którzy w najbliższym czasie będą kierować naszymi uczelniami, wyznaczać im strategiczne kierunki rozwoju i skutecznie prowadzić nas przez meandry coraz bardziej złożonego otoczenia. Choć trudno wyznaczyć jednoznacznie proporcje, najpewniej zgadzamy się co do tego, że rektor uczelni powinien być i dobrym naukowcem i dobrym strategiem (nie piszę, że menedżerem, bo od tego może być kanclerz). A skoro takie kompetencje rektora są pożądane, uważam, że większą rolę w jego wyborze powinni odgrywać pracownicy NNA.

Jako nauczyciele akademiccy znamy się od strony fasady – wizerunku, jaki wokół siebie kreujemy swoimi osiągnięciami (publikacjami, patentami, osiągnięciami artystycznymi, udziałem w rozmaitych gremiach, rozpoznawalnością w środowisku). O moich kolegach i koleżankach „Będących” wiem, jakie mają sukcesy, co ciekawego opublikowali, jakie fajne, ciekawe pomysły naukowe wcielają w życie. Widzę fasadę, oczywiście popartą osiągnięciami, ale jednak fasadę. Pracownicy NNA znają nauczycieli akademickich od kuchni – kto lepiej na uczelni wie niż dział obsługi projektów, czy jestem terminowa, czy umiem zareagować na pojawiające się w projekcie ryzyko; kto (poza studentami) wie lepiej niż pracownik dziekanatu, czy studenci na mnie narzekają jako na niesolidnego wykładowcę; kto lepiej może ocenić, jak traktuję ludzi niżej w hierarchii zawodowej niż ja, czy na przykład mówię dzień dobry i patrzę w oczy mechanikowi, czy osobie sprzątającej. Uważam, że pracownicy NNA są niedostrzegalnym i nieocenionym źródłem wiedzy  o nas – nauczycielach akademickich. Poprzez większe włączenie NNA w gremia decyzyjne wiedza ta mogłaby znaleźć swoje zastosowanie przy wyborze rektora uczelni.

Ustawa Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce nie reguluje udziału pracowników NNA w kolegium elektorów. Oznacza to, że uczelnie mają całkowitą dowolność jeżeli chodzi o podział mandatów elektorskich między poszczególne grupy interesariuszy z wyjątkiem studentów, którzy muszą mieć 20% mandatów. Średni udział pracowników NNA w kolegiach elektorów na uczelniach akademickich wynosi 7% (niewiele lepiej niż w senatach, gdzie kształtuje się na poziomie nieco ponad 6%). Można zatem powiedzieć, że wiele uczelni zastosowało podobny wskaźnik udziału pracowników NNA w obu tych gremiach (w senacie udział NNA wraz z pracownikami nieposiadającymi stopnia doktora habilitowanego wynosi 25%, jednak w praktyce lwia większość miejsc w senacie przypada nauczycielom akademickim). Innymi słowy, jeżeli jest niewielu senatorów NNA, to najpewniej i będzie niewielu elektorów NNA – i na odwrót. Potwierdza to średnia różnica między udziałem pracowników NNA wśród elektorów i senatorów na poziomie około 2 punktów procentowych.

Udział pracowników NNA w gremiach decyzyjnych jest niewątpliwie niski w porównaniu do innych grup interesariuszy wewnętrznych. O ile można by argumentować niski udział pracowników NNA w senatach uczelni przepisami ustawowymi i koniecznością zapewnienia odpowiedniej reprezentacji młodszym stopniem nauczycielom akademickim (wszak łącznie te dwie grupy mają 25%, studentom przypada 20%, a profesorom – 50%, więc margines swobody ustanowiono w Ustawie na 5%), o tyle niewielki udział pracowników NNA wśród wybierających rektora jest zdecydowanie trudniejszy do uzasadnienia. Choć nie ma tu regulacji ustawowych uczelnie zdają się powielać ten sam schemat, co w senacie. Tymczasem rektor jest osobą, która kieruje całą uczelnią, a nie wyłącznie nauczycielami akademickimi, a kryterium naukowości nie jest jedynym właściwym do jego wyboru. Co więcej, pracownicy NNA stanowią porównywalnie liczną grupę pracowników co nauczyciele akademiccy i często czują się bardzo silnie związani ze swoją uczelnią.

Uczelni, które dawałyby swoim NNA większe prawo do wyboru rektora jest niewiele. Dwa pozytywne przykłady pochodzą z grona uczelni artystycznych. I tak, w Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach Kolegium Elektorów składa się z 50 osób, w tym 20 nauczycieli akademickich posiadających stopień doktora habilitowanego, 10 pozostałych nauczycieli akademickich, 10 pracowników NNA oraz studentów i doktorantów stanowiących 20% składu kolegium, tj. 10 osób (§ 35 Statutu). Oznacza to, że nadal dominującą pozycję wśród elektorów mają najstarsi stopniem naukowym nauczyciele akademiccy, jednak pozostałe grupy też mają odpowiednią i równą reprezentację. W Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie Statut zakłada, że 75% składu kolegium elektorów stanowią wszyscy nauczyciele akademiccy oraz pracownicy NNA, a „do ustalenia liczebności poszczególnych grup w kolegium elektorów (…) bierze się pod uwagę stan zatrudnienia w uczelni na dzień 31 grudnia roku poprzedzającego wybory do senatu. (§ 11 pkt 4 Statutu)”. Oznacza to równy i proporcjonalny udział poszczególnych grup pracowników uczelni w wyborze osoby, która będzie nią zarządzała. I wyobrażam sobie, że w świecie idealnym byłby to słuszny kierunek.

Większe zaangażowanie pracowników NNA w procesy decyzyjne, w tym wybór rektora, może przynieść korzyści całej społeczności akademickiej. Włączenie ich perspektywy pozwoli nie tylko na lepsze zrozumienie potrzeb wszystkich pracowników, ale także na bardziej wszechstronny i zrównoważony rozwój uczelni.